sobota, 2 lutego 2013

74. 30.01.2013 Niedosyt i skandal

Pucharowe zwycięstwo z Malagą, które dało awans do półfinału Copa del Rey i goleada z Osasuną na Camp Nou zwiastowały wyjście na prostą i kontynuowanie zwycięskiej passy po porażce na Anoeta z Sociedad. W końcu regularnie zaczął strzelać Pedro, do formy powraca Alves, seryjnie bramki ładuje Leo, obrona nadal pozwala na wpuszczanie bramek, ale nie jest źle.
Real przed półfinałem został znacząco osłabiony, bo we wczorajszym meczu zagrać nie mógł Ramos, Pepe, Coentrao, Di Maria i ostoja bramki Blancos - Iker Casillas. Grzechem było nie wykorzystanie tej parodystycznej obrony Carvalho - Varane, która aż się prosiła o skarcenie i spuszczenie łomotu. Tylko dlaczego cały czas, gdy wydaje się, że teraz im dołożymy, że na pewno wpakujemy kilka bramek - kompletnie nam nie idzie? Przypomnijmy, że w listopadzie 2010 na Camp Nou miał przyjechać 'najlepszy Real Madryt w historii', a dostał manitę, także w pierwszym meczu półfinałowym LM byli upatrywani w roli faworyta, bo wcześniej wygrali przecież z nami CdR, a jednak pięknie ich wypunktowaliśmy. Ostatnio nam totalnie nie leżą, co musi być dla nich naprawdę nielada komplementem.

Pierwsza połowa to totalna katastrofa, w której graliśmy kompletne nic. Może nie było tak źle jak w rewanżu Superpucharu na Bernabeu, gdzie byliśmy oszołomieni stratą dwóch bramek i tam to dopiero była chujnia z grzybnią, ale dobrze też nie było. Gerard już w pierwszej minucie sfaulował Cristiano przed polem karnym na żółtą kartkę, a Real woził nas jak chciał. Nie byliśmy w stanie narzucić swojego rytmu i przejąć kontroli nad meczem jednak Xavi stworzył dwie genialne sytuacje, które po prostu MUSIAŁY skończyć się bramką. Najpierw trafił w poprzeczkę z rzutu wolnego, a następnie wykorzystał fatalny błąd Carvalho (jak tak się bawił Valdes z Di Marią czy Adriano to szambonurek i Benzema potrafili takie sytuacje wykorzystać z zamkniętymi oczami), piłka zmierzała wprost do bramki, ale Varane wybił ją z linii bramkowej. I już byłoby 2:0 dla nas.

Druga połowa zaczęła się znakomicie, bo już w 50. minucie swoją sytuację wykorzystał Cesc Fabregas, co wyciągnęło trochę Real, który musiał przecież zaatakować. Nagle zrobiło się trochę więcej miejsca na boisku, nasi w końcu mogli rozwinąć skrzydła, co zaowocowało kilkoma patelniami. Pedro Rodriguezie Ledesmo, wytłumacz mi, proszę, JAK MOGŁEŚ NIE TRAFIĆ W TEJ SYTUACJI?! To nie była setka, to była dwusetka! Lopez stał na bramce jak kołek z mokrą pieluchą, a piłka przeleciała obok bramki. Już wtedy pomyślałam, że to się jeszcze zemści. Skoro nie wykorzystuje się takich sytuacji to prędzej czy później rywal w końcu skarci bramką z dupy i się nie pomyliłam. Bo jeżeli miałabym wyróżnić kogokolwiek z obozu przeciwnika za jego grę i postawę to byłby to tylko Varane - strzelec bramki na 1:1. Rozgrywał wczoraj naprawdę niesamowite zawody, a Francuz ma tylko 19 lat! A, nie zapominajcie, że polecił go Zinedine Zidane, to znaczy, że musi być dobry! Szpaku, jak cię kiedyś spotkam to naprawdę nie ręczę za siebie. Powtórzył to chyba wczoraj ze sto razy.

Z naszego obozu na pochwałę zdecydowanie zasługuje Pinto, Pique i Iniesta.
Pinciak dokonywał w bramce cudów. Naprawdę byłam pełna podziwu, bo to były sytuacje zdecydowanie z serii pt. 'Zawał', a ten bronił niezwykle pewnie i skutecznie. W ogóle niezwykle go cenię i kocham miłością bezsprzeczną. Nigdy nie marudził, nigdy nie narzekał, cierpliwie czekał na swoje szanse, a gdy je już dostaje - wykorzystuje z nawiązką. To także dobry duch w szatni, ale nie zapominajmy, mimo 37 wiosen na karku, to nadal świetny bramkarz, który jeszcze nie raz uratuje nam dupę.
Gerard zawalił może na początku z tą żółtą kartką w pierwszej minucie, gdzie obawiałam się, że może potem nie wytrzymać ciśnienia jak z Sociedad i szybko wyleci, ale się pomyliłam. Grał jak prawdziwy profesor i przyćmił nawet Puyiego. Zawsze w pogotowiu, zawsze w tempo, pewnie, a ten czysty wślizg w polu karnym - miód.
Andres w pierwszej połowie nie wychodził z cienia równie kiepsko grających w ofensywie kolegów, ale w drugiej... Niech za podsumowanie służą słowa mojego taty, który oglądał mecz razem ze mną i gdy Don Andres zaczął czarować z piłką stwierdził: 'To jest mistrz'. Nic dodać nic ująć.

O tym, że od wielu minut nie stwierdziłam obecności Leo Messiego, przypomniał mi swoim tweetem dopiero pan Czesław Michniewicz. Nawet nie zauważyłam, że jest na boisku! To chyba mówi wszystko o wczorajszym występie Leo, bo naprawdę nie istniał. Tym razem kompletnie nie potrafił wziąć na barki odpowiedzialności za drużynę i wynik. W końcówce był bardziej ruchliwy, ale tego dnia to było zdecydowanie za mało. Myślałam, że Roura posadzi go na ławce z Osasuną, dając odpocząć przed Gran Derbi i w razie czego wpuści przy niekorzystnym wyniku. Leo nahasał się i wystrzelał jednak na Camp Nou, a na Bernabeu zabrakło pary. Szkoda, bo Ronaldo również nie błyszczał, a mając 17 bramek w klasykach jest bardzo bliski pokonania w tej klasyfikacji Alfredo di Stefano, który ma ich 18. Może uda się w rewanżu.
Od dawna irytuje mnie Xavi, który bez sensu kręci kółeczka, gdy jest możliwość zagrania prostopadłego podania, słabszy był Jordi, także Busiemu brakowało dawnego błysku geniuszu.

Co do oceny pracy arbitra pana Closa Gomeza mam mieszane uczucia.
Słusznie nie podyktował rzutu karnego po ręce Alvesa w polu karnym, bo Brazyliczyk nie kontrolował swojego upadku na plecy, nie wiedział, że jest tam piłka, a rąk przecież sobie w dwie sekundy nie urwie, prawda? Razem z tatą byłam zgodna w tej sytuacji.
Mieliśmy szczęście, że największa madrycka chołota, mianowicie Ramos i Pepe, nie mogła uraczyć nas swoim występem, ale Arbeloa, Essien, Carvalho, Alonso godnie ich zastąpili.
Bardzo lubię prześliczną żonę i córkę Alvaro, ale sam Arbeloa to boiskowy cham i prostak, który meczu bez poskrobania po marchewkach nie przeżyje. Essienowi należała się czerwona kartka w drugiej połowie za przejście się po udzie naszego zawodnika (ależ oni to lubią, kiedyś zrobił to również Arbeloa po udzie Villi, a Marcelo Pedro), Carvalho powinien wylecieć z boiska po 20 minutach, Cristiano powinien otrzymać żółtą kartkę, która eliminowałaby go z rewanżu, rożny, po którym padła bramka dla Realu został niesłusznie przyznany, a to jaki immunitet ma Xabi to się w pale nie mieści. Cały mecz będzie cię kosił, a kartkę dostanie w końcówce meczu albo w ogóle. Kpina. A statystyka fauli i żółtych kartek? Fauli 19 Realu i ze 5 Barcelony. Kartki? 3 - 3. Bez komentarza, bo gdy zacznę pisać rozprawkę na temat to raczej szybko jej nie skończę.

Piękny popis dali również kibice białych zgromadzeni na Bernabeu. Jaka szkoda, że nie mają żadnych własnych przyśpiewek wspierających swój klub, bo jedyne jakie maja to 'Puta Barca' i przeróbka naszego 'O le le, o la la' ze zmienioną końcówką, w której zamiast 'Kibicowanie Barcy jest najlepsze' śpiewają 'Kibicowanie Barcy jest nienormalne'.
Nie obyło się również bez rasistowskich okrzyków w stosunku do Daniego, świeceniem laserami (szczytem było świecenie tym gównem Pinto w twarz, gdy ten leżał na murawie), ale Pique na murawie znalazł nawet... zieloną zapalniczkę.
Żałosne zagrywki żałosnych kibiców równie żałosnego klubu.

Dariusz Szpakowski już od wielu lat powinien znajdować się na emeryturze. To jest po prostu żałosne, że ten człowiek może na wizji mówić co chce, mylić kogo chce, nie ukrywać się z sympatią do Realu i dostawać za to zapewne pokaźną pensję, bo Szaranowicz nie ma serca go zwolnić. Gówno mnie to obchodzi. Ten człowiek czasami nie wie kogo widzi na boisku! W naszym rewanżowym meczu z Cordobą przez całą drugą połowę bajał, że Sergi Roberto jest boisku, mimo że ten już dawno je opuścił z kontuzją, fakt wejścia na murawę Tello odnotował po co najmniej 10 minutach, Jonathana uparcie nazywał Santosem, mimo że chłopak ma na nazwisko Dos Santos, a gdy nazwał Pepa 'Pepe' moja cierpliwość się skończyła i wyłączyłam głos. Wczoraj nie było lepiej, ale najlepsze i tak było, gdy Cesc trafił do siatki, a ten jakby języka w gębie zapomniał, ale jak już chybiał Benzema to darł się wniebogłosy albo przy zmarnowaniu dwusetki przez Pedro: 'Uff, mogło być 2:0'. To jest komentator?! Nawet Borek potrafił się opanować i nas chwalić.

Jednak nic nie przebije Macieja Iwańskiego rodem z Donbasu, który w studiu stwierdził, że Jose Manuel Pinto broni bramki Barcelony tylko dlatego, że jest przyjacielem Leo Messiego. Dobrze czytacie. Sama myślałam, że się przesłyszałam. On to powiedział całkowicie serio. Zaprawdę powiadam, że w życiu nie słyszałam takich bzdur. Nawet teorie śmietankowych, że Messi nie istnieje bez Xaviego i Iniesty albo że nic nie gra w reprezentacji to przy tym tylko bajeczka na dobranoc. CZEGO ON SIĘ NAJARAŁ?! Jak ktokolwiek mógłby o czymś takim pomyśleć?! Co za pierdolenie, no nie mieści mi się to w głowie. Wstyd, że ten facet ma prawo do głosowania w plebiscycie Złotej Piłki i zapewne nie zostanie za to nawet ukrany. Jak można wysnuwać takie teorie wyjęte rodem z dupy? Skąd on to wziął? Jak on to wymyślił? Zresztą nawet nie chcę tego wiedzieć. Bojkotuję TVP, kurwa. To był oczywiście przykład całkowicie bezstronnych i zdrowych psychicznie dziennikarzy. Wnioski wyciągnijcie sami.

Przez noc emocje ze mnie zeszły, ale przeżycie jeszcze raz wczorajszych wydarzeń i przypomnienie sobie pierdolenia Szpaka i Iwańskiego znowu podniosły mi ciśnienie. Wybaczcie.

Tekst był pisany dzień po meczu, a ja przez kolejne dwa nie miałam Internetu. To chyba dobrze, bo gdybym śledziła rozwój wypadków na bieżąco, prawdopodobnie trafiłby mnie jasny szlag. Dlaczego? Już tłumaczę.
Otóż Jose Marii Callejonowi ubzdurało się, że Leo Messi po meczu czekał półtorej godziny, aby nazwać Alvaro Arbeloę ‘głupkiem’, a Aitora Karankę ‘marionetką Mourinho’. Szambo w Madrycie sięgnęło dna.
Czy ktoś wyobraża sobie, żeby po meczu, w którym zawodnicy klubu po raz kolejny polują na kości naszych piłkarzy i są zupełnie bezkarni, odwracali kota ogonem, aby na pewno nikt nie zwrócił na to uwagi i zaczynali medialną nagonkę na ‘świętego i grzecznego’ Messiego, który niesprawiedliwie otrzymał cztery ZP, a jego dobry wizerunek jest tylko kreowany przez media? Świadkowie zaprzeczają i twierdzą, że Leo od razu skierował się do autokaru, a co najważniejsze nie mógł czekać półtorej godziny, bo autokar z piłkarzami Barcelony… wyjechał z Madrytu już po 45 minutach! Ktoś tu kłamie w żywe oczy. I jest to, do cholery, Callejon!
Teraz oczywiście nikt nie pamięta jak bandycko i chamsko zachowywał się w środę Arbeloa, Essien czy Alonso, bo każdy roztrząsa jaki zły jest ten Messi!
Kurwa mać, tu trzeba walnąć ręką w stół, stanowczo powiedzieć jak było, ale nie siedzieć cicho! Już wiele razy udawaliśmy, że ich plucie nam w twarz to deszcz, a Rosell czy Freixa odzywali się kilka miesięcy po fakcie. Tu trzeba radykalnych środków, zerwania jakichkolwiek stosunków z tym madryckim skurwysyństwem, a mi się marzy, żeby w końcu nasi powiedzieli basta i zrezygnowali również z kadry.
ILE, ILE JESZCZE?! Dajemy się kopać, pozwalamy, żeby chodzili nam po dłoniach, udach, puszczamy mimo uszu oskarżenia o doping czy nieuczciwe zdobycie dwóch LM, nie zrobiliśmy praktycznie nic z palcem w oku Tito, a teraz nie próbujemy bronić w mediach naszego najlepszego piłkarza! Uważam Sandro za dobrego prezydenta, ale tu trzeba powiedzieć basta i rozpętać wojnę, nie dać się wciągać w to gówno, nie zasłaniać hasłem ‘Mes que un club’ i nie reagować, ale postawić sprawę jasno i nie dać pozwolić na takie traktowanie. Madryt jest bezkarny, co po raz kolejny udowadnia, a my z tym nic nie robimy! Jasne, że chciałabym, żeby to, co najlepsze pokazać na boisku i nie dawać się sprowokować, ale to wychodzi za daleko, tak wielki Klub jak Barca nie może pozwalać sobą pomiatać!
Ktoś tu ostatnio nazwał mnie hejterem. I dobrze. Jestem hejterem. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek bezpodstawnie obrzucał mój Klub gównem i wycierał sobie nim tą madrycką gębę, cholera jasna.

Była okazja na dobicie leżącego, znów podajemy im pomocną dłoń i dalej nie wyciągnęliśmy wniosków z dwumeczu ze Smerfami. Uwierzcie, że nie ma nic bardziej wkurwiającego. Trochę więcej skuteczności i szczęścia i ze trzy bramki byśmy wywieźli. Przed meczem remis wzięlibyśmy pewnie w ciemno, ale w obliczu takiej drugiej połowy można tylko pokiwać głową nad własnym frajerstwem.
Rewanż dopiero pod koniec lutego, więc zarówno braki kadrowe obu drużyn jak i forma mogą być zupełnie inne. Cholerna szkoda, że nie rozstrzygnęliśmy tego już wczoraj, bo okazja była. Tylko my z niej nie skorzystaliśmy i daliśmy mierdzie kolejne życie.